poszczególną formą jakiegoś ogólnego typu. Powinien sam sobie .

- Aha!... - odetchnęli z ulgą chłopcy, bo już wiedzieli, do czego służy tamta jakaś wieża.. - To źle - wystękał Agee. - To bardzo źle.. Odparł Marcin, równie jak w inne brednie; jakimi nas karmią od. - We wszystkim. Okłamywał mojego ojca i oszukiwał mnie. Zbyt późno zorientowałam się, że nie mogę wierzyć żadnemu jego słowu. Do tej pory usiłuję oddzielić fakty od zmyśleń. - Niemiła sytuacja. - Gorsza, niż pan sobie wyobraża - powiedziała szeptem. Położył dłoń na jej ramieniu. - Zanim przystąpimy do interesów, pani Deveridge, proponuję przyjęcie pewnego układu. - Słucham pana. - Obiecajmy sobie, że w trakcie naszej współpracy nie będziemy się wzajemnie okłamywać. Mogą być sprawy, o których nie chcemy rozmawiać. Oboje możemy mieć własne tajemnice, każdy ma prawo do prywatności. Ale nie będziemy kłamać, dobrze? - Łatwo zawrzeć taki pakt, sir, ale jak można mieć pewność że druga strona nie kłamie? - Znakomite pytanie, pani Deveridge. Nie znam na nie odpowiedzi. Powiem tylko tyle: to sprawa zaufania. - Mówią o mnie, że jestem szalona, i podejrzewają mnie o morderstwo. Jest pan pewny, że może zaufać takiej osobie?. - Tak, kto mówi? - Zamachowiec słuchał. - Cholera, Nick będzie wściekły. Znowu nam się wymknęła. W radio policyjnym mówili, że opuściła dom, zanim wyleciał w powietrze. Próbujemy ją znaleźć... Ty? Przyszła do ciebie? Dokąd ją zabrałeś? Niech mnie... To blisko domu. Dzwoniłeś do Nicka? Zajmie się tym? Przyznam ci się, że zaczynałem się denerwować... Wsiądziemy w pierwszy samolot. W tym czasie rozmawiałem sobie z twoim starym przyjacielem, czy ma jakieś ostatnie życzenie. Chcesz mu coś przekazać? ...Dobrze. - Zamachowiec z uśmiechem wręczył słuchawkę Deckerowi. Decker wziął ją zdziwiony.. - Enrico! - wykrzyknął. - Cóż wam się dziś przydarzyło tak bardzo złego?. - Kto wie? Może życzyć mi szczęścia? - Genevieve wzruszyła ramionami. - Może poczekać. - Sięgnęła po dzbanek. - Ja wypiję jeszcze jedną filiżankę kawy. Nie miała pojęcia, co stało się z mężczyznami, którzy przesłuchiwali ją poprzedniej nocy. W domu panowała cisza, ani żywej duszy, gdy schodziła po schodach. Przy kominku w bibliotece stał Craig i czytał gazetę. Spojrzał na nią przelotnie. - Lepiej idź od razu do niego. Ostatnie drzwi. Przeszła na drugi koniec biblioteki, zatrzymała się przed obitymi skórą drzwiami i zapukała. Nie było odpowiedzi, więc po krótkim wahaniu otworzyła je i weszła do środka. Pomieszczenie nie miało okien, tylko w przeciwnym rogu znajdowały się jeszcze jedne drzwi. Wyposażenie przypominało niewielkie biuro. Na jednym z krzeseł wisiał płaszcz Munro, a na biurku leżała teczka, przytrzymując jeden koniec mapy o dużej skali. Od razu zorientowała się, że przedstawia ona wycinek wybrzeża Francji. Nagłówek brzmiał: „Dzień Inwazji - Wstępne Cele Ataku". Gdy stała patrząc na nią, otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł Munro. - Jest już pani. - Nagle zmarszczył czoło, szybko przeszedł do biurka i zwinął mapę w rulon. Myślała, że chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zmienił zamiar. Włożył mapę do teczki, którą następnie zamknął. - To niezwykłe, jak zupełnie zmienił się pani wygląd. - Naprawdę?.

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: